Do Google+ już na dobre przylgnęła łatka miasta duchów tudzież pustyni. Faktycznie, jeśli przyjrzeć się statystykom, to nie wygląda to zbyt dobrze. Za ten stan rzeczy odpowiada w dużej mierze samo Google, które zamarzyło w pewnym momencie o stworzeniu drugiego Facebooka i przyjęło fatalną w skutkach strategię działania.

To już drugi wpis z serii „Marketing w niszowych mediach społecznościowych – czy to się opłaca?” (pierwszy był poświęcony obecności na Twitterze). Przeczytaj wpis wprowadzający, aby dowiedzieć się, skąd ten pomysł i dlaczego postanowiłem bronić serwisów, które powszechnie uważane są (także przez marketerów) za mało atrakcyjne dla marketingu i brandingu.

Google+, czyli sieć, której potencjału nie rozumie samo Google

Jak już wspomniałem we wstępie, Google postanowiło stworzyć konkurencję dla Facebooka. Kluczem do sukcesu i uznania w mediach miała być liczba użytkowników. Dlatego też do założenia konta zostali niejako zmuszeni wszyscy użytkownicy usług Google – Gmail, Blogger, Youtube i innych.

W ten sposób do Google Plus dołączyło wiele osób, które w ogóle nie były tym zainteresowane. W efekcie odsetek tych, którzy dali serwisowi szansę i zaczęli wykazywać aktywność, jest bardzo niska (chociaż komentarze na YT akurat podnoszą ten wskaźnik). Temat ten poruszyła ostatnio Ewelina Choroba (@bezmasla, +EwelinaChoroba) w grupie Social Media Polska. Tak, na Google+ są takie grupy, mają sporo użytkowników, a dyskusje w nich są dużo bardziej merytoryczne, niż na ich odpowiednikach na Facebooku.

Społeczności inne niż wszystkie pozostałe

Gdzie zatem leży siła Google+? W niszowości. Otóż na Google+ aktywność wykazuje wielu amatorów, fascynatów z bardzo specyficznych dziedzin, hobbystów prowadzących niszowe blogi. Wystarczy wejść na ten serwis i kliknąć w opcję „Trends / Na Topie” i zobaczyć, jakie treści wywołują największe zaangożowanie. I znowu, ktoś może powiedzieć, że na Facebooku można zgromadzić kilka tysięcy like, a na Google+ wynik rzędu 100 plusów to już sukces. Jednak to są inne osoby. Jeśli twój produkt lub content jest skierowany do tej grupy docelowej, to czemu ignorujesz to medium?

Google+ w branży marketingu

Ponadto na Google+ można dotrzeć do bardziej interesujących treści marketingowych, zwłaszcza jeśli zajmujesz się tematyką SEO/SEM. Ludzie działający zawodowo w ekosystemie Google po prostu dobrze się tu odnajdują. Poza tym, jeśli budujesz markę osobistą, to liczne grono obserwatorów i duża ilość opublikowanego contentu przełoży się z czasem na widoczność w wynikach wyszukiwania (dowiedz się więcej o wpływie Google Plus na SEO).

Z moich subiektywnych obserwacji wynika, że w Google+ łatwiej dotrzeć do treści merytorycznych, wartościowych, w momencie, gdy na Facebooku wygrywa „pop-marketing”, a do głosu dochodzą influencerzy zajmujący się zawodowo marketingiem, lecz wykorzystujący media społecznościowe bardziej do budowania wizerunku branżowych celebrytów niż ekspertów, fachowców dzielących się wiedzą.

Google+ w fotografii

Przez długi czas (nie wiem, jak to wygląda obecnie), Google+ było również medium docenianym przez fotografów. Wpływało na to parę czynników, jak łatwa integracja z innymi usługami Google, prowadzenie fotobloga na platformie Blogger, lecz kluczowa okazała się być jakość zdjęć, które w porównaniu z intensywnie kompresowanymi fotografiami na Facebooku, była niezwykle satysfakcjonująca. Nie miałbym o tym pojęcia, gdyby nie rozmowa z profesjonalnym fotografem (przy okazji, jeśli kogoś interesuje ten temat, to odsyłam do jego portfolio na bartpajak.com). To kolejny dowód na to, że w określonych sieciach funkcjonują społeczności, o których niejeden marketer, czy inny samozwańczy social media ninja nie miał pojęcia. Warto się rozejrzeć poza swój fanpage i Facebook Insights.

Niszowe media to także sposób na przebicie się przez tłum

Sam nie wykorzystuję w pełni potencjału tego medium, niemniej nie zamierzam się wycofywać. Pamiętajcie, że czasem łatwiej zostać zauważonym i usłyszanym na kameralnym spotkaniu, niż w tłumie. A jeśli spotykasz się z osobami, które są aktywnymi i poważanymi członkami innych społeczności, to jest to dobra strategia, aby budować swój wizerunek, także w szerszej skali.

Polecam także rzucić okiem na wpisy Anny Marii Wiśniewskiej i Łukasza Matusika na temat Google+:

Nie postrzegam Google+, Twittera i Facebooka jako alternatywy, lecz jako narzędzia komplementarne. Na Twitterze mam około 750 obserwatorów Google+ około 300 i 245 tysięcy wyświetleń. Na Facebooku obserwuje mnie nieco ponad 10 osób. Podaję moje profile osobiste, ponieważ cieszą się większym zainteresowaniem niż profile Takaoto (na profilach osobistych udostępniam dużo więcej ciekawego contentu). Jeśli zainteresował cię ten wpis, zapraszam do każdej z tych „społeczności”:

źródło grafiki z nagłówka:

Libya 4608 Idehan Ubari Dunes Luca Galuzzi 2007” by Luca Galuzzi (Lucag) – Photo taken by (Luca Galuzzi) * http://www.galuzzi.it. Licensed under CC BY-SA 2.5 via Wikimedia Commons

Pin It on Pinterest

Shares